Opieka prenatalna w DK

   Może komuś przydadzą się informacje dotyczące tego tematu, wszystko o czym pisze, jest oparte na moich doświadczeniach.

żródło Internet

żródło Internet

   Tak więc zaczynając od początku, najpierw umawiamy się na wizytę z naszym lekarzem rodzinnym/pierwszego kontaktu (czy jak go tam określić). Tutaj mogę dodać, że w Danii lekarz taki przyjmuje w lægehus, czyli czymś w rodzaju polskiej przychodni. W przychodni tej znajduje się kilku lekarzy, z których każdy jest, że tak powiem, od wszystkiego. Także niech nikogo nie zdziwi, że wchodząc do gabinetu lekarskiego, możemy zobaczyć model nogi, tablicę do badania wzroku i fotel ginekologiczny. Czy to jest dobre rozwiązanie? Ciężko mi powiedzieć, jak dla mnie jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego…
No, ale wracając do początku, więc udajemy się do lekarza, który stwierdza, że kobieta jest w ciąży. W okolicach 8-10 tygodnia lekarz wypełnia dokumenty ciążowe, które towarzyszą jej już do końca ciąży.

    Podczas tej wizyty lekarz powinien również zbadać ciężarną, no ale z tym bywa różnie, ja badania takiego nie miałam, bo mój lekarz (nawiasem mówiąc Polak) stwierdził, że tego badania już się nie wykonuje, ale po rozmowie z innymi dziewczynami rodzącymi w Danii, wiem, że one takie badanie miały, więc nie wiem, czy jest to zależne od regionu, czy od pracowitości lekarza, do którego już wcześniej straciłam zaufanie. Na własne życzenie zostały zrobione mi badania krwi oraz wybrałam miasto, do którego chcę jeździć na wizyty do położnej (w tym przypadku mój lekarz też się nie spisał, bo pomylił nazwy miast, na szczęście sama do tego doszłam- miasta te leżą jakieś 40km od siebie) i miasto w którym chcę rodzić. No i tyle, od tej pory w okresie ciąży, lekarza już nie widziałam.

   Po jakimś czasie otrzymałam list ze szpitala w Aalborg’u, z informacją, kiedy mam przyjechać na USG. Na USG jeździłam do szpitala, w którym później urodził się Wiking, szpitale takie są w dużych miastach, więc jeżeli mieszkacie w mniejszym miasteczku, liczcie się z tym, że nie będziecie miały badań na miejscu. W Danii ciężarna ma prawo do dwóch badań USG, nie wiem dlaczego ja już w pierwszym liście dostałam 3 terminy. Pierwszy w okolicach 12 tygodnia, podczas, którego określany jest wiek dziecka i data porodu. Drugie badanie jest w połowie ciąży (zamiast jednego miałam dwa badania w obrębie 3tygodni, bo za pierwszym razem Wiking nie miał ochoty się pokazać, z resztą zwykle wystawiał nam swój mały tyłeczek, więc nie można było wykonać dokładnych pomiarów). I tylko te dwa badania USG ma większość kobiet, ja miałam umówione jeszcze jedno w 37tygodniu, a ponieważ Wiking nie miał ochoty opuścić maminego brzucha, byłam na kolejnym, 10 dni po terminie. Jest jeszcze jedna informacja odnosząca się do USG, pewnie każda mamusia chce mieć album wypełniony zdjęciami swojego malucha, jeszcze za czasów, gdy przebywał w brzuchu, więc o takie zdjęcia przed każdym badaniem należy się upomnieć i są one odpłatne (ok. 40kr). Niestety upominanie się nie zawsze skutkuje, o czym ja się przekonałam, dlatego też zdjęcia mam tylko 2, z pierwszego badania (zawsze albo zapomniano o zrobieniu dodatkowych zdjęć albo nie było jak, raz powiedziano mi, że sobie narobię zdjęć ile chce jak już będzie po drugiej stronie brzucha ;) ).

I to tyle odnośnie badań szpitalnych.
Podczas ciąży nie ma wizyt lekarskich, za to chodzi/jeździ się na wizyty do położnej (jordemoder). Na wizyty do mojej położnej jeździłam od ok. połowy ciąży, co ok. miesiąc, na końcu ciąży co 2 tygodnie. Mam mieszane odczucia odnośnie tych wizyt, może po prostu nie trafiłam na odpowiednią położną. Podczas tych wizyt położna powinna zrobić badanie na obecność białka (moja dopiero na końcu zaczęła je robić), sprawdza wagę, ciśnienie, mierzy brzuch, słucha tętna dziecka i sprawdza za pomocą rąk wagę dziecka (to też różnie się udaje, wiem, że niektórym znanym mi dziewczyną, położna potrafiła podać długość i wagę dziecka idealnie, natomiast moja nie była w tym zbyt dobra, na 4tygodnie przed pojawieniem się Wikinga, określiła jego wagę na ponad 4000g, co mnie przeraziło, bo przecież dalej rośnie, jak się okazało, Wiking urodził się z wagą 3380g, więc kolosem nie był, a raczej wątpię, żeby się skurczył ;) ). Położna również pyta  ciężarną, czy ma jakieś pytania i to tyle. Dodam jeszcze, że położna zaproponowała mi uczestnictwo w kursie/warsztatach dla przyszłych mam, miało to potrwać około godziny. Ja na tym spotkaniu nie byłam, bo zbyt ciężko znosiłam jazdę autobusami. Z tego samego powodu nie udałam się na „wycieczkę po porodówce”, do której również każda ciężarna ma prawo (położna podała mi termin takiej wycieczki, wypadł w 39tym tygodniu i nie było sensu tłuc się autobusem ponad godzinę, skoro i tak porodówki się jeszcze naoglądałam, że hoho).

   To w sumie tyle, jeśli chodzi o opiekę prenatalną w Danii. Ja jestem średnio z niej zadowolona, bo jednak przy pierwszym dziecko kobieta chciałaby być pod lepszą ochroną, ale takie już jest to duńskie podejście (skoro nic się nie dzieje, to nie panikujmy). Dodam jeszcze, że miałam wykonane jeszcze jedno badanie pod kątem cukrzycy ciążowej, które polega na wypiciu na czczo kubka glukozy (bleeeee), odczekaniu w poczekalni kilku godzin, po czym sprawdzeniu poziomu cukru we krwi.

W następnym poście napiszę o tym jak wygląda kwestia przenoszenia ciąży i porodu :)

{ Skomentuj }

  1. Ewa

    aha a jak z badaniem na toksoplazmozę? jest? pytam bo mam kotka…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>